Viola Śpiechowicz - rozmowa z Damosfera

Jeśli umiemy się pogodzić z porażką, to istnieje szansa, że może ona mieć smak zwycięstwa

Ludzie kupują rzeczy z sieciówek, mimo świadomości, że ich wytworzenie zostało okupione ludzkim cierpieniem. Funkcjonowanie takich pracowni jak moja oznacza walkę z gigantami, a ludzi, którzy doceniają jakość i oryginalność nie ma tak wielu. Musi być spełnionych kilka warunków, wysoka świadomość odbiorcy, kreatywność i zasobność portfela. Mimo że bardzo się staram, aby to co projektuję było dostępne cenowo, to naprawdę trudno jest na małą skalę wyprodukować tanio, rzeczy wysokiej jakości.

Jesteś na znaczkach pocztowych! Czy wysłałaś komuś pocztówkę z taką gratką?

(śmiech) Nie wysłałam, ale to fajna historia. Zaprojektowałam suknię ślubną dla księżniczki Bhutanu i zostałam również zaproszona na przyjęcie weselne. Tam jest taki zwyczaj, że jeśli gość zaskarbi sobie względy rodziny królewskiej, to bywa uhonorowany umieszczeniem jego wizerunku na znaczku pocztowym. Jestem na nim ja, Maggie Lehnert Kossowski, dzięki której trafiłam do Bhutanu i mój wieloletni narzeczony, Adam Żebrowski.

Do rodziny królewskiej wrócimy, a zacznijmy od początku. Od dziecka wiedziałaś, że chcesz zostać projektantką?

Zaczęłam szyć na maszynie w wieku 7 lat, ale wtedy rzadko ma się pewność co do swojej przyszłości. Od dziecka interesowałam się różnymi rzeczami, nie tylko sztuką, ale również sportem. Gimnastyka artystyczna była moją wielką pasją. Jednak w przyszłości, jako kierunek studiów wybrałam malarstwo.

Zdarza Ci się teraz usiąść przy maszynie i coś sobie uszyć?

Zdarza mi się, że w pracowni przeszyję coś prostego. Ale jeśli chodzi o uszycie czegoś od początku do końca, to zdaję się na moje krawcowe, które robią to świetnie! Ja opracowuję rysunek konstrukcyjny i oddaję go konstruktorce, która na jego podstawie wykonuje szablon. Następnie, skrojony model przejmuje krawcowa. Taki podział pracy zapewnia właściwą jakość ostatecznego produktu.

To masz najbardziej ciężki kawałek roboty w swoim teamie, bo tworząc kolekcje pewnie cierpisz, czyli przeżywasz męki twórcze...

To jest najbardziej kreatywna część pracy w tym procesie, więc dla mnie najciekawsza. Ale istnieje coś takiego jak ból twórczy, bo chcesz doprowadzić rzecz do stanu ze swoich wyobrażeń, a kiedy to się nie udaje, może pojawić się cierpienie. Dochodzenie do celu w procesie twórczym bywa bardzo męczące, ale można go przebyć w poczuciu radości tworzenia i ekscytacji całym zjawiskiem. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji i nastawienia.

Czujesz presję tworząc?

Jest presja, szczególnie wtedy, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem. Czasem staram się przekuć pomyłki na nowy koncept, a błędy bywają świetnym drogowskazem dla nowych rozwiązań. To pozwala złagodzić napięcie. Kiedy masz coś w planie a konstruktor zinterpretował to inaczej, można odczuwać poważny dyskomfort albo zastanowić się, czy istnieje możliwość kreatywnego wykorzystania tej pomyłki. Czasem tak działam, ale tylko pod warunkiem, że nie zależy mi aż tak bardzo na pierwotnym pomyśle.

Wspomniałaś o swojej innej pasji, malarstwie. Wciąż aktualny temat?

Jest we mnie chęć tworzenia obrazów, dlatego zajęłam się robieniem kompozycji tekstylnych. Jedna z serii polega na tym, że filcuję skrawki wełen, które pozostają po krojeniu ubrań. Jakimś cudem te prace przypominają mozaiki z lat 50/60. Nazwałam to, Trash Testy, jako że materiał z którego powstają obrazy pochodzi ze śmietnika. :)

Najnowszą serię komponuję z nici, nakładając własną techniką ich kolejne warstwy. Powstają w ten sposób przestrzenne laserunki, zapewniając zmienny ogląd obrazu z bliska i z daleka. Praca nad tym to świetna zabawa i co ważne daję materiałom drugie życie. Cześć z nich wykorzystuję do produkcji druków na tkaninie, z których następnie powstają kolekcje. Ze względu na cały ten proces, niciane prace nazwałam, Powiązana Rzeczywistość.

Jaki jest Twój ulubiony materiał?

Bardzo lubię ramię, czyli tkaninę z pokrzyw, o jej walorach długo by opowiadać. Od kilku lat produkuję kolekcje z tego materiału, który może mieć wiele odmian i różnorodnych struktur. Ja używam najczęściej gatunku przypominającego organdynę. Wykorzystuję jej transparentność, układając warstwowo.

Twoja pracownia wygląda jak małe laboratorium, eksperymentujesz z surówkami materiałów.

Czasem nad jedną drobną rzeczą pracuję bardzo długo. Rozpracowuję sposób wykończenia tkanin, rodzaj szycia, sposób usztywnienia. Lubię mieć wpływ na strukturę tkaniny, w tym celu współpracuję z producentami. Projektuję własne druki. Uwielbiam eksperymentować!

Ludność docenia tak perfekcyjne podejście wynikające z szacunku do materiału i świata?

Żyjemy w czasach, w których większość rzeczy jest produkowana masowo i nieetycznie, a pokusa zakupu czegoś bardzo taniego jest naprawdę duża.

Ludzie kupują rzeczy z sieciówek, mimo świadomości, że ich wytworzenie zostało okupione ludzkim cierpieniem. Funkcjonowanie takich pracowni jak moja oznacza walkę z gigantami, a ludzi, którzy doceniają jakość i oryginalność nie ma tak wielu. Musi być spełnionych kilka warunków, wysoka świadomość odbiorcy, kreatywność i zasobność portfela. Mimo że bardzo się staram, aby to co projektuję było dostępne cenowo, to naprawdę trudno jest na małą skałą wyprodukować tanio, rzeczy wysokiej jakości.

Mówisz, że nie podążasz za trendami. To czego się trzymasz przy tworzeniu kolekcji, poza eko podejściem.

Nie lubię epatowania, tym, że jestem taka ekologiczna, bo teraz ekologia bywa zasłoną dymną dla różnych biznesów. Myślę, że szacunek dla planety na której żyjemy powinien być standardem.

Staram się żyć i tworzyć pozostając w zgodzie ze swoimi przekonaniami, a one zmuszają mnie do ciągłej walki o coś :)

A czym się kieruję przy tworzeniu? Intuicją i otoczeniem. Tym co oglądam, przeżywam, co mnie wzrusza. Cały świat, jego piękno i brzydota, wydarzenia polityczne, kataklizmy, odkrycia naukowe i zdjęcia z kosmosu, powodują, że myśli wędrują w jakimś kierunku. A moda jest odzwierciedleniem otaczającego nas świata.

Wspomniałaś coś o wzruszeniu...

Odczuwam je, kiedy zwyciężają, w moim pojęciu, pozytywne wartości. Czyli, kiedy sprawy dzieją się po mojej myśli. :)

Poproszę o więcej szczegółów, bo czuję, że w tym tkwi Twój wielki sekret.

Wzruszenie pojawia się, kiedy mamy do czynienia z poruszającym zmysły zjawiskiem. Ten stan pozwala unieść się ponad codzienność, a emocje z nim związane podwyższają wrażliwość i są źródłem inspiracji. Każdy miewa takie stany, ja też. Świat będzie roztaczał przed nami cały wachlarz obłędnych zjawisk, dopóki go nie zrujnujemy.

Powiedziałaś kiedyś, że to co najbardziej nieprawdopodobne dzieje się w życiu dokładnie wtedy, gdy ma się zdarzyć. To dość buddyjskie podejście, a jest ono ważne w Twoim życiu.

Tak, wszystko ma swój czas i lepiej to zaakceptować. Filozofia buddyjska dystansuje do rzeczywistości i w ten sposób uwalnia od napięcia. Wtedy zaciera się różnica między tym, czy coś się powidło, czy nie. Oba zjawiska są częścią życia, a z perspektywy nie różnią się aż tak bardzo. Jeśli umiemy się pogodzić z porażką, to istnieje szansa, że może ona mieć smak zwycięstwa.

Czego można Ci życzyć?

Mimo wszystko tego, by nowe projekty się powiodły. :) Żebym mogła w świecie wielkiej konkurencji funkcjonować w zgodzie ze sobą.

Zaczęłyśmy od znaczków pocztowych z królestwa Bhutanu, na które trafiłaś po tym, jak zaprojektowałaś suknie dla księżniczek. Zakończmy odpowiedzią na pytanie: czym różni się projektowanie dla wyższych sfer od zwykłych? ;-)

Chyba niczym szczególnym. Projektuję dla ludzi z różnych części świata, czasem na specjalne okazje, wtedy jestem zobligowana formalnie albo kolorystycznie. Te stroje zgodnie z założeniem bywają wytworne i eleganckie. Przy projektowaniu regularnych kolekcji ważniejszy jest luz i wygoda. Ale tego typu stroje noszą również księżniczki :)

Reasumując, nie ma wielkiej różnicy w procesie tworzenia tak odmiennych stylistycznie rzeczy, a ja staram się pracować przy każdym zamówieniu, z równym zaangażowaniem.

Myślałaś o tym, by się przeprowadzić, gdzieś do Azji i sobie spokojnie tworzyć?

Myślę o tym czasem...

Viola Śpiechowicz – wciąż zaskakuje nowymi pomysłami konsekwentnie rozwijając swój oryginalny, dobrze rozpoznawalny styl, charakteryzujący się nowatorskimi, często wynikającymi z funkcji rozwiązaniami, rzeźbiarską konstrukcją, poszukiwaniami fakturalnymi i malarską konsekwencją kolorystyczną. Umiejętnie czerpie z tradycji i bogactwa różnych kultur, przełamując obowiązujące w modzie kanony.

Viola Śpiechowicz była jedną z założycielek firmy Odzieżowe Pole, dla której projektowała przez 13 lat (1992-2005). W lutym 2005 roku odeszła z firmy i rozpoczęła działalność pod własnym nazwiskiem.

W grudniu 2006 roku powstała marka Viola Śpiechowicz https://www.vsstore.eu/

Źródło: Damosfera

Newsletter
Powiadomimy Cię o wszelkich nowościach związanych z WOW Fashion